Przejdź do głównej treści
Fot. Piotr Steczek

Obrzędowość i symbolika śląskich potraw

W niemal każdej kulturze posiłki pełnią funkcję symboliczną, obrzędową, społeczną i emocjonalną. Ich znaczenie wykracza daleko poza fizjologiczną potrzebę zaspokojenia głodu. Towarzyszą najważniejszym momentom życia: codzienności oraz świętowaniu rodzinnemu i dorocznemu, budują relacje i umacniają więzi społeczne, a także są przekaźnikiem tradycji przekazywanej „z pokolenia na pokolenie”. Jedzenie jest integralną częścią kultury, tożsamości, tradycji i więzi społecznych.

Chleb

Od wieków najważniejszym z przetworów zbożowych była mąka i powstający z niej chleb. Stanowił on podstawowy składnik pożywienia, był synonimem dostatku i dobrobytu.

Chleb symbolizował bezpieczne i spokojne życie oraz ciężką pracę rolnika, dlatego też odnoszono się do niego z wielkim szacunkiem. Przed ukrojeniem pierwszej pajdy naznaczano go znakiem krzyża, a gdy upadł na podłogę całowano, przepraszając. Nigdy nie wyrzucano chleba. Resztkami futrowano (karmiono) zwierzęta domowe lub palono w piecu, jeśli spleśniał. Jednocześnie z przygotowywaniem chleba i jego spożywaniem wiązało się wiele zakazów i nakazów. Wierzono, że panna nie może wyjść za mąż, dopóki nie nauczy się piec chleba, a dobrze upieczony chleb był dumą gospodyni.

Dzieży, w której przygotowywano i rozrabiano ciasto chlebowe, nigdy nie myto, należało jedynie wyskrobać z niej resztki ciasta i wygładzić dłonią zanurzaną w wodzie. Unikano też jej pożyczania,
zwłaszcza po zachodzie słońca, wierząc, że „dzieża boi się cudzych progów”. Jeśli jednak było to konieczne, pożyczający musiał ją oddać z kawałkiem chleba w środku i podziękować słowami „Bóg
zapłać”. Również zasady obchodzenia się z dzieżą, na Śląsku nazywaną dzieżkom, były bardzo ściśle określone. Nie było wolno rzucać jej na ziemię ani stukać w nią, musiała stać w ciepłym i cichym miejscu. Wierzono, że dzieżę można zauroczyć. Powąchanie dzieży przez psa lub kota mogło zaszkodzić jakości sporządzanego w niej ciasta.

Chleb leżący na łopacie przed włożeniem do pieca omywano wodą, coby sie świycił. W tej wodzie często kąpano małe dzieci, żeby ich skóra była zdrowa i błyszcząca.

Całkowity czas wypieku chleba wynosił ok. 1,5 do 2 godzin, co zależało od jakości pieca. W tym czasie kobieta nie mogła odejść od pieca ani usiąść, gdyż mogło to spowodować niewyrośnięcie chleba.

Jajka

W dawnych, ludowych wierzeniach jajko było lekarstwem na chorobę i urok, chroniło także przed pożarem. Symbolizowało odradzanie się życia i witalność. Panowało przekonanie, że jajko pomaga
zdobyć upatrzoną dziewczynę albo chłopaka, zapewnia urodzaj, szczęście i pomyślność. Na śląskiej wsi z początku XX w. jajka były produktem luksusowym. Jadano je bardzo rzadko, od święta, choć w każdej zagrodzie hodowano kury. Były one jednak przeznaczone, podobnie jak masło i śmietana, na sprzedaż, aby podreperować rodzinny budżet. Do dziś na stole wielkanocnym nie może zabraknąć potraw z jajek. Podczas śniadania wielkanocnego domownicy dzielą się poświęconym jajkiem, składając sobie życzenia zdrowia i wszelkiej pomyślności. Kiedyś funkcjonowały liczne wierzenia dotyczące jajek, oto niektóre z nich:

  • Toczenie jajka po ciele chorego i wymawianie odpowiednich formuł magicznych miało „wlewać” w niego nowe siły, odradzać go oraz leczyć postrzały, bóle narządów wewnętrznych i gorączkę. Naturalne siły witalne jajka przechodziły wówczas na pacjenta.
  • Chory miał trzymać w ręku jajko. Jeśli po pewnym czasie ściemniało wierzono, że padł on ofiarą czarów, od których choruje.
  • Osobom cierpiącym na choroby zakaźne nakazywano trzymać w ręku jajko. Wierzono, że po upływie dłuższego czasu choroba "przechodzi" do jajka, które należy wynieść i zostawić poza granicami wsi na rozstaju dróg.
  • Noworodka myło się w wodzie, do której wkładano, poza innymi przedmiotami mającymi zapewnić szczęście i bogactwo, również jajko.
  • Skorupki z pisanek wielkanocnych położone pod drzewami owocowymi miały je chronić przed szkodnikami.
  • Wierzono, że rzucone w płomienie skorupki poświęconych jaj są w stanie ugasić pożar.
  • Poświęcone skorupki pisanek zakopywano do ziemi w dniu pierwszego wypędu bydła, co miało zapewnić wysoką mleczność krów.
  • Aby odstraszyć krety zatykano skorupkami kretowiska.

Typową śląską i zarazem niezwykle misterną metodą zdobienia jajec (jajek) wielkanocnych jest metoda rytownicza - po zabarwieniu jajka na jednolity kolor wyskrobuje się na nim wzór przy użyciu ostrego narzędzia, np. nożyka, gwoździa lub igły. Tak przyozdobione jajka nazywane są kroszonkami.

Mak

Mak występował dawniej tylko w kuchni świątecznej, nie codziennej. Według wierzeń ludowych jego obecność na świątecznych stołach miała gwarantować dostatek i zdrowie, zaś brak - ściągał na domostwo nieszczęście. Mak uważany był za niezwykłą roślinę o właściwościach magicznych. Był rośliną mediacyjną, łączącą świat doczesny z zaświatami, sacrum z profanum. Mak symbolizował nie tylko płodność i dostatek, lecz ze względu na właściwości psychoaktywne utożsamiany był również ze snem i
śmiercią.

Nie ma regionu Polski, gdzie mak nie występowałby w składzie choćby jednego tradycyjnego dania wigilijnego (makówki, makowiec, kluski z makiem, kutia, łamaniec makowy, śliszki wigilijne, zupa
makowa). Spożywano go bowiem w czasie, kiedy domownicy mieli kontakt z duchami przodków. Mak był pożywieniem żyjących i umarłych, godził te dwa światy.

Wierzono, że w Wigilię obejścia i domostwa ludzi są licznie nawiedzane przez istoty z zaświatów, stąd do dziś żywy jest w niektórych domach zwyczaj pozostawiania wolnego miejsca przy stole wigilijnym.

Raczej niespotykany już współcześnie jest zwyczaj nakazujący, by przed przystąpieniem do wieczerzy wigilijnej robić nad miejscami do siedzenia gest wymiatania czy dmuchania i stukania w stół, aby nie przysiąść przebywających tam duchów.

Na Śląsku z maku przygotowywano kołocz z nadzieniem makowym na uroczystości doroczne oraz rodzinne, zwłaszcza wesele, makówki na Wigilię, posypywano nim także chleb przed wypieczeniem.

W dawnych czasach ziarenka maku wsypywano do trumny ze zmarłym lub sypano na drogę, po której jechała trumna oraz na grób, zwłaszcza samobójcy. Na stypie podawano kołocz z makiem. Wierzono, że rozsypanie ziaren maku w miejscu, gdzie mogą czaić się upiory może uchronić ludzi przed złem, ponieważ na widok rozsypanych ziaren zjawa poczuje nieodpartą potrzebę policzenia ich co do jednego ziarnka, co da czas na ucieczkę i schronienie się.

Alkohol

Dawniej wierzono, że alkohol to woda życia, która daje witalność i siłę. Zbliża profanum, czyli zwykły przyziemny świat do świata magii, pomaga nawiązać kontakt ze światem duchów. Jest symbolem jedności, gościnności, wprowadza też dobry nastrój wśród biesiadników.

Podobnie jak wierzono w magiczne właściwości wody, tak i alkohol występował w wierzeniach i praktykach ludowych. Katarktyczne, czyli oczyszczające właściwości wódki i nalewek alkoholowych na ziołach wykorzystywane były w działaniach profilaktycznych oraz leczniczych.

Z wódki i spirytusu przygotowywano domowe nalewki, np. z wiśni, malin czy z kwitów, czyli pigwy. Prawie w każdym domu robiono też wino. W szynkach i gospodach, które dawniej często prowadzili Żydzi, odbywały się zabawy taneczne, podczas których można było napić się piwa lub czystej wódki. Biesiady, a przede wszystkim wesela i poprawiny oraz poprzedzające je tradycyjne spotkania przedślubne, połączone z tłuczeniem szkła, porcelany i fajansu, zwane polterabynd, były obowiązkowo zakrapiane alkoholem – najczęściej wódką.

W niektórych domach do dziś praktykowany jest zwyczaj zalywanio chroboka we Wilijo, polegający na wypiciu na czczo kieliszka przygotowanej wcześniej wódki korzennej. Trunek należy przygotować już około cztery tygodnie przed Wigilią. Sekretem ostrości i niezwykłego aromatu jest dodanie ostrych przypraw korzennych takich, jak: skurzica (cynamon), grzebyczki (goździki), korzyni (pieprz), zozwór(imbir) i muszkat (gałka muszkatołowa). Dodatek miodu równoważy smaki, powodując, że jest ona bardzo smaczna i aromatyczna. Znakomicie też rozgrzewa.

Wypicie na czczo kieliszka przygotowanego trunku ma za zadanie wypędzenie chroboka, czyli wszystkiego złego, co gryzie człowieka: smutku oraz wszelkiej choroby. Najczęściej taką gorzołkom
częstuje gospodarz, czyli ojciec, nalewając kolejno domownikom. Wszyscy piją z jednego kieliszka, zawsze do dna, a resztki należy strząsnąć na ziemię. Kiedyś także po małym, symbolicznym łyczku dostawały dzieci.